BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Tour de France 2017 – 9/21

Komentarz po dramatycznym etapie do Chambery. Zapraszam.

Dzień zdominowany niestety przez fatalne kraksy. Ucierpiało aż 5 kolarzy z top 10 klasyfikacji generalnej. Thomas i Porte nie byli w stanie kontynuować wyścigu, a Rafał Majka stracił ponad 36 minut i oczywiście wypadł z rywalizacji o czołowe miejsca w GC. Jeśli będzie w stanie jechać dalej, to pozostanie mu już chyba tylko walka o zwycięstwo etapowe. Nie sądzę bowiem, by jeszcze raz skupiał się na koszulce górala – szczególnie, że jak dotąd nie zdobył jeszcze ani jednego punktu, a Barguil ma ich już 60.

Nie zgadzam się z opiniami, jakoby za dzisiejsze dramatyczne wydarzenia winę ponosili organizatorzy. Nie zgadzam się też z redaktorem Jarońskim, który wykrzykiwał na antenie Eurosportu, że meta powinna być na szczycie Mont du Chat, że po co te zjazdy itd. Otóż zjazdy są nie od dziś nieodłącznym elementem kolarskiego rzemiosła. Nie da się zaplanować trudnych górskich etapów bez trudnych zjazdów. Poza tym zwróćmy uwagę, że z wyścigu wypadli dziś Porte i Thomas. Czyż nie kojarzą się nam oni właśnie z częstymi upadkami? Nie widzieliśmy kraksy Thomasa, ale Porte ewidentnie wywrócił się z powodu własnego błędu. To nie przypadek.

Bardzo podobała mi się końcówka etapu. Zastanawiam się czy Bardet nie popełnił błędu, gubiąc Barguila na jednej z hopek. Być może mógł nieco na swojego rodaka poczekać, a potem skorzystać z jego pomocy. Rozumiem jednak, że AG2R chciało wygrać etap w mieście, w którym mają swoją siedzibę. A przecież Bardet musiałby wtedy podzielić się łupami z Barguilem. Ponadto – i tak szanse na dojechanie do mety byłyby dość ograniczone.

W każdym razie wszystko zakończyło się ciekawą rozgrywką na ostatnim kilometrze, która zwieńczyła ten dramatyczny etap. Doceniam wspaniałą jazdę Barguila, ale przyznam, że kibicowałem Uranowi. Bo to taki niespełniony kolarz. No i wygrał. Kolejny finisz w tegorocznej edycji rozstrzygnięty na podstawie zapisów z fotokomórki:

fot. ASO

Słowo jeszcze o Contadorze. Po niezłej jeździe w środę liczyłem, że jego forma będzie rosła i jeszcze sporo w tym wyścigu namiesza. Dziś jednak kolaps. Hiszpan już na wiosnę był jakiś taki nieswój (mimo dobrych miejsc), ale zaskakujące jest to, że w docelowym wyścigu sezonu prezentuje się jeszcze gorzej. Niestety jego czas na wygrywanie Tour de France już chyba bezpowrotnie minął. Ciekawe czy zdecyduje się na kontynuowanie kariery w następnym sezonie.

Froome dziś znacząco przybliżył się do końcowego zwycięstwa. Aru traci niewiele, ale na Mont du Chat już nieco odstawał. Bardet pewnie postraszy, zwłaszcza na zjazdach (dziś potwierdził, że w tym aspekcie należy do światowej czołówki), ale sporo straci na czasówce. Uran zadowoli się walką o podium. Wydaje się zatem, że jeśli Brytyjczyka nie spotka jakieś nieszczęście, to po raz kolejny dojedzie do Paryża w żółtej koszulce. Bo fizycznego kolapsu się nie spodziewam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *