BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

CykloExpress #7

Flandria, Kraj Basków, Roubaix. Uwielbiam ten okres w kolarskim kalendarzu. Dwa wielkie monumenty przedzielone moją ulubioną tygodniówką. Osiem dni wielkiego ścigania.

Dynamiczne etapy, strome i widowiskowe podjazdy, które zachęcają do ofensywnej jazdy. Świetna obsada. Wyjątkowo urokliwe krajobrazy. I tłumy kibiców przy trasie – wszak kolarstwo to w tej krainie niezwykle popularny sport. To atrybuty wyścigu Dookoła Kraju Basków, które działają niczym magnes na fanów dwóch kółek.

fot. steephill.tv

Tegoroczna edycja jest jak dotąd nadzwyczaj emocjonująca. Już na trzech górskich etapach zanotowano różnice między faworytami. Sporo zmian w klasyfikacji wprowadziła też czasówka. Póki co bohaterem wyścigu jest prowadzący z dużą przewagą Primoż Roglić. Słoweniec okazał się najlepszy w samotnej walce z czasem, a poza tym świetnie sobie radzi na podjazdach.

Muszę przyznać, że szczególnie zaimponował mi podczas ostatniej wspinaczki na pierwszym etapie. Uwielbiam takie akcje – gdy jeden z liderów wychodzi na czoło grupy, bierze rywali na plecy i po prostu daje z siebie wszystko. Nie ogląda się, nie wymachuje łokciami, nie prosi o zmianę. Tak zrobił właśnie Roglić, a jego koło utrzymał tylko Alaphilippe. A przecież Słoweniec mógł schować się za rywalami i, jako faworyt czasówki, czekać na czwarty etap. Postanowił to jednak rozegrać po swojemu. Jakże widowiskowo.

Ciekawa była też akcja Matthewsa na etapie do Bermeo. Australijczyk nieoczekiwanie ruszył do ataku na stromym odcinku, choć spodziewaliśmy się po nim raczej defensywnej jazdy i ewentualnego oczekiwania na finisz. Myślę, że Bling chciał sprawdzić nogę przed Ardenami. Pamiętajmy, że przed rokiem finiszował jako czwarty w Liege. A jeśli już ktoś zajmuje czwarte miejsce w jakimś wyścigu, to automatycznie zaczyna wierzyć, że kiedyś może go wygrać. Jestem bardzo ciekawy na co będzie stać Matthewsa podczas ardeńskiego tryptyku.

Słowo jeszcze o postawie Michała Kwiatkowskiego. Polak na najtrudniejszych etapach zajmuje odległe pozycje, co rzecz jasna wywołuje niepokój u polskich kibiców. Cóż, ja staram się zachować spokój. Gdyby wygrywał – pisalibyśmy, że forma przyszła za wcześnie, że się wyprztyka itd. A jak jedzie słabiej – to też narzekamy. Myślę, że nie mamy wystarczającej wiedzy i takie dywagacje nie mają większego sensu. Postawa w Kraju Basków absolutnie nie musi się przełożyć na wyniki w Ardenach. Wierzę, że wszystko jest pod kontrolą i w najważniejszym momencie Polak znów będzie w pierwszym szeregu.

No dobrze, skupmy się na tym, co czeka nas jutro. Pierwszy raz od lat rywalizacja nie zakończy się czasówką, lecz bardzo wymagającym etapem ze startu wspólnego.Na trasie wyznaczono aż osiem premii górskich, i to na dystansie ledwie 122 km. W finale na kolarzy czeka mordercza wspinaczka na Alto de Usartza, od najtrudniejszej strony. To 3,1 km podjazdu o średnim nachyleniu aż 12,7%!

Przewaga Roglicia jest duża, ale jutro jeszcze sporo może się wydarzyć. Myślę, że Landa i Izagirre nie będą czekać do ostatnich kilometrów i sprawdzą Słoweńca na jednym z wcześniejszych wzniesień. Idealnie nadaje się do tego wymagający podjazd Izua (4,7 km; średnio 8,8%), z którego do mety pozostanie nieco ponad 30 km.

Zapowiada się kawał dobrego ścigania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *