BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Tour de France 2018 – #4

No w końcu się zaczęło na dobre. Długie ataki faworytów, ostra selekcja, dramatyczna walka o zwycięstwo etapowe. I to wszystko w jakże malowniczej, alpejskiej scenerii.

Moim bohaterem dnia Tom Dumoulin. Jak on utrzymał te 20 parę sekund przewagi przez 20 kilometrów? Nie mam pojęcia. Za nim kompletna miazga w wykonaniu Sky, a on mimo to nie dawał się doścignąć. Niesamowite. Oby tylko jutro nie zapłacił na ten wysiłek. Bo dziś stał się największą (jedyną?) nadzieją na wyrwanie tego wyścigu Brytyjczykom.

Sytuacja w Sky bardzo ciekawa. Thomas pokazał dziś moc, ma prawie 1,5 minuty przewagi. Ale czy Walijczyk będzie w stanie wytrzymać trzy tygodnie na takim poziomie? Do tej pory jeszcze mu się to nie udało. Myślę, że jutro wielki test dla niego. Froome z kolei marzy o dublecie, ale też nie jest pewniakiem. Ma w nogach Giro i w pewnym momencie słabość powinna nadejść. Jak to Skajowcy rozegrają? Moim zdaniem Thomas dziś ewidentnie uciekał przed Froome’em. Nie jestem pewien, czy do końca wyścigu pozostaną dobrymi kumplami.

fot. Getty Images

Na ten moment wydaje się, że wygra ktoś z wyżej wymienionej trójki. Ale to się jeszcze może zmienić. Wystarczy przypomnieć sobie Giro, gdzie Yates już witał się z gąską, a skończył jak skończył. Z kolei Froome w najważniejszych momentach był w stanie odrobić spore straty. Taki Movistar już w zasadzie nie ma nic do stracenia. Mam nadzieję, że zobaczymy kilka ciekawych akcji w ich wykonaniu.

A propos Movistaru – nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Quintana stracił dziś przez gapiostwo. Na moment odpuścił  atak Froome’a i obejrzał się na innych – a inni tylko wzruszyli ramionami. I nagle zrobiło się za późno. Ale wcześniej dobrze reagował na przyspieszenia Brytyjczyka, zatem powinien jeszcze się liczyć. Choć jego sytuacja w klasyfikacji generalnej jest, delikatnie mówiąc, trudna.

Słowo o Polakach. Majka niestety rozczarowuje. Najważniejszy start w sezonie, a tu zupełny brak formy. Tłumaczy się upadkami podczas niedzielnego etapu, ale wydaje mi się, że raczej zawiodły przygotowania. Szkoda. Pozostaje walka o zwycięstwo etapowe w Pirenejach.

Natomiast Kwiatkowski pojechał dziś znakomicie. Z jednej strony możemy się cieszyć, że Polak jest tak ważną postacią, ale mnie ogarnął dziś smutek. Bo jak ktoś słusznie zauważył – to prawdopodobnie najlepszy kolarz spośród tych, którzy na Tour przyjechali bez osobistych ambicji. Gdyby jechał na swoje konto, mógłby walczyć co najmniej o etapy – a może nawet o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej (powiedzmy top 10). A tak, owszem, pięknie wygląda jego praca, ale jego „palmares” po tym wyścigu ani drgnie. Szkoda.

Jutro w programie kolejny piękny, alpejski etap. Trzy potężne podjazdy, w tym finałowy do stacji narciarskiej Alpe d’Huez, po słynnych 21 serpentynach, ponumerowanych malejąco.

fot. Twitter

Na dystansie 13,8 km średnie nachylenie wyniesie 8,1%. Prawdziwy test dla kolarzy – szczególnie, że mają w nogach już dwa górskie etapy. Będzie się działo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *