BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Tour de France 2018 – #6

Po pokonaniu ponad 3300 kilometrów uczestnicy Tour de France dotarli do Paryża, co oznacza kres 105. edycji tej imprezy. W związku z tym – kilka słów podsumowania.

Geraint Thomas w wieku 32 lat pierwszy raz w karierze kończy wielki tour w top 10 – i od razu na najwyższym stopniu podium. Muszę przyznać, że przed wyścigiem nie brałem Walijczyka pod uwagę w kontekście końcowego triumfu. Nawet nie dlatego, że nigdy wcześniej nie przejechał równo trzech tygodni. I nie dlatego, że często dopada go pech. Po prostu – uważałem, że nie jest na tyle mocny, by pokonać wszystkich rywali. A tu proszę – jakże pewne i zasłużone zwycięstwo.

fot. Getty Images

To przełomowy moment w jego karierze. Do tej pory zawsze coś stawało mu na drodze do najważniejszych skalpów kolarstwa szosowego. Bardzo jestem ciekawy jak potoczą się teraz jego losy. Czy pozostanie w Sky, jakie wyścigi będzie obierał za cel, czy za rok będzie w stanie walczyć o obronę tytułu.

Tom Dumoulin i Chris Froome zostają pierwszymi kolarzami od 20 lat, którzy w jednym sezonie kończą na podium Giro i Tour. Nadal jednak Marco Pantani pozostaje ostatnim zawodnikiem, który w jednym roku oba te wyścigi wygrał.

Holender znów nas zaskoczył. Najpierw nie wierzyliśmy, że może osiągnąć podium wielkiego touru. Potem, że może go wygrać. A w tym sezonie – że może walczyć o top 3 Giro i Touru w jednym roku. A on tego wszystkiego dokonał. Nie mamy już wątpliwości, że może wygrać każdą trzytygodniówkę. W przyszłym sezonie zamierza skupić się na jednej. Ja chętnie zobaczyłbym go znów na Giro, ale najlepsza jest chyba dla niego jednak Wielka Pętla – z nieco łagodniejszymi podjazdami.

Froome nie zdobył upragnionego dubletu. W Alpach był jeszcze bardzo mocny, ale na Pireneje zabrakło już pary. Dużo łatwiej jako drugi wielki tour w sezonie było jednak wygrać Vueltę, która jest bardziej skora do wybaczania drobnych słabości. Oczywiście lądując na podium Brytyjczyk potwierdził swoją klasę, ale o kolejne triumfy będzie zapewne coraz trudniej.

W kontekście przyszłości pozwolę sobie jeszcze wymienić dwa nazwiska. Primoż Roglić – rewelacja tego wyścigu. Owszem, wiedzieliśmy już wcześniej, że to etapowiec pierwszego sortu, ale wydawało się, że na trzytygodniówkę jeszcze za wcześnie. A tu proszę. Słoweniec rozwija się w zawrotnym tempie i na ten moment trudno wskazać u niego jakieś słabe strony.

I Egan Bernal. W wieku 21 lat pokonywał najtrudniejsze górskie odcinki ramię w ramię z najlepszymi specjalistami na świecie, wspomagając swoich dwóch liderów i spędzając sen z powiek wszystkim rywalom, którzy myśleli o uprzykrzeniu życia ekipie Sky. Strach pomyśleć gdzie leży granica jego talentu.

Wydaje się oczywiste, że w przypadku obu wyżej wymienionych podium wielkiego touru to tylko kwestia czasu.

Słowo jeszcze o Majce i Kwiatkowskim. Ten pierwszy chyba nie trafił z formą. Cóż, zdarza się. Jego los podzielili choćby Fuglsang, Yates czy Mollema. Co prawda w Pirenejach dyspozycja rosła z dnia na dzień i Majka znów kręcił z najlepszymi, ale wówczas pozostała już tylko walka o etap. Szkoda, bo to kolejny sezon, w którym nie udało się powalczyć w generalce docelowej imprezy. Ale o przyszłość kolarza Bory chyba nie musimy się martwić, bo nadal należy do czołówki najlepszych górali.

fot. Getty Images

Kwiatkowski z kolei znów w znakomitej formie na Tourze. Po raz kolejny był mocnym punktem zespołu Sky. Ale z drugiej strony – przykro obserwować tak dobrego kolarza, który jedzie na Wielką Pętlę bez żadnych osobistych ambicji (no, może poza indywidualną czasówką). Sagan, Martin czy Alaphilippe atakują, wygrywają etapy, zdobywają koszulki – a „palmares” Kwiatkowskiego po tym wyścigu ani drgnie. Szkoda. Oczywiście to jego kariera, jego życie i szanuję jego wybory – ale jako kibic wolałbym oczywiście, by dopisywał kolejne wersy do polskiej listy sukcesów na wielkich tourach.

To był niezły wyścig. Moim zdaniem lepszy niż dwie poprzednie edycje. Etap do Roubaix i cztery odcinki górskie (La Rosiere, Alpe d’Huez, Col du Portet i Laruns) mogły się podobać. Rywalom Sky tym razem chyba nie można odmówić woli walki. Były ataki, próby rozerwania zasadniczej grupy.

Czy zatem pierwszy raz od siedmiu lat Wielka Pętla zostanie w mojej ocenie najlepszym wielkim tourem sezonu? Niestety nie. Giro wywarło na mnie lepsze wrażenie. Włoski tour jest bardziej otwarty, mniej przewidywalny, wywołuje we mnie większe napięcie, stawia więcej znaków zapytania.

No niby zaatakował ten Landa, niby miał ponad 3 minuty przewagi, niby coś się działo. Wcześniej w Alpach ruszył Kruijswijk i też niby były emocje. Ale przecież pod skórą wszyscy dobrze wiedzieliśmy, że Sky się wybroni.

Zdaję sobie sprawę, że to we Francji jest dużo lepsza obsada, kolarze osiągają wyższe prędkości. Ale oglądając wielki tour nie interesują mnie cyferki (no, ewentualnie w ramach ciekawostki), lecz emocjonujący przebieg rywalizacji. W Wielkiej Pętli liderzy bezpośrednio walczyli ze sobą na 5 etapach (licząc bruki), we Włoszech na 8. Ponadto – Tour w tym roku wyjątkowo długo nam się rozpędzał.

Dlatego jednak Giro. Generalnie jest ono moim zdaniem wyścigiem ładniejszym, nie tylko pod względem kolarskiej rywalizacji.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że z utęsknieniem będę oczekiwał na lipiec 2019 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *