BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Tour de Pologne 2018 – #2

75. edycja Tour de Pologne przechodzi do historii. Michał Kwiatkowski został drugim Polakiem, który w erze World Tour zwyciężył w tym wyścigu.

Przed finałowym etapem wydawało się, że zapas w klasyfikacji generalnej jest bezpieczny i nie będzie większych problemów z utrzymaniem koszulki lidera. Jeszcze na ostatniej premii górskiej w Gliczarowie byliśmy zupełnie spokojni, ale wtedy do ataku ruszył Simon Yates i błyskawicznie zyskał 30 sekund przewagi. Kibice wstrzymali oddech, wszak wiemy doskonale jak skuteczny jest Brytyjczyk w tego typu szarżach, inicjowanych kilkanaście kilometrów przed metą.

fot. Getty Images Sport

Na szczęście Kwiatkowski zachował wystarczająco dużo sił i zimnej krwi, by się obronić. Nieoceniona była pomoc kolegów z zespołu. Moim zdaniem kluczową postacią był tutaj Paweł Siwakow, który zdołał powrócić do zasadniczej grupy po Gliczarowie i wspomóc Kwiatkowskiego i Henao. W końcówce swoje trzy grosze dorzucili też Bennett i kolarze FDJ – ich przyspieszenia napędziły nieco grupę lidera, dzięki czemu przewaga Yatesa zmalała do kilkunastu sekund. Brytyjczyk zatem nie zgarnął pełnej puli, ale wygrał etap i awansował na końcowe podium, a jego akcja z pewnością była ozdobą całego wyścigu.

fot. Szymon Gruchalski

Jak ocenimy tegoroczną edycję? Myślę, że podobnie jak zeszłoroczną. Bo to znów był kawał niezłego ścigania w mocnej obsadzie. Na płaskich finiszach brylowali Ackermann i Hodeg, którzy wkrótce dołączą zapewne do ścisłej czołówki najlepszych sprinterów na świecie. Ścianka w Szczyrku to gwarancja interesującej rozgrywki na końcowych metrach etapu. Potem mieliśmy urozmaicenie w postaci wymagającego finiszu w Bielsku-Białej, a na deser dwa odcinki na Podhalu, na których nie brakowało gorących momentów – można tu wymienić choćby ataki Oomena i Bennetta w czwartek i wspomnianą kapitalną szarżę Yatesa w piątek.

fot. Szymon Gruchalski

Absolutnie nie zgadzam się z opiniami malkontentów, że kolarze przyjeżdżają na Tour de Pologne „na siłę” i traktują ten wyścig po macoszemu. Przecież podium Kwiatkowski-Yates-Pinot nie powstydziłaby się żadna tygodniówka na świecie. Jasne, że dla większości nie jest to docelowa impreza. Ale imprez docelowych w kalendarzu jest może z dziesięć. I nie należą do nich takie wyścigi jak Dauphine czy Romandia. Co przecież nie zmienia faktu, że zawodnicy walczą tam zaciekle o laury, sławę, a przynajmniej punkty do rankingu.

Jeśli chodzi o organizację – nie zapominamy oczywiście o wpadce na 2. etapie, kiedy peleton został źle pokierowany i ominął rundę wokół Tarnowskich Gór. Na szczęście miała ona raczej wymiar lokalny i nie wpłynęła na przebieg rywalizacji. Kontrowersje wywołał też odcinek szutrowy, który w ostatniej chwili pojawił się w programie finałowego etapu. Jednak mimo tych mankamentów organizacja wyścigu została bardzo dobrze oceniona – zarówno przez kolarzy, jak i działaczy UCI.

Pewnie, że Tour de Pologne ma swoje słabe punkty. Ale jak pisałem tydzień temu – ja osobiście staram się doceniać to, co mamy. Podkreślę jeszcze raz – to jedyna kolarska impreza tej rangi w tej części Europy. Moim zdaniem nie mamy się czego wstydzić.

Jak będzie wyglądała przyszłoroczna edycja? Najbardziej w ostatnich latach brakuje mi urozmaicenia geograficznego, ale obawiam się, że za rok nie będzie tu wielkich zmian. W takim razie –  może chociaż powrót jazdy na czas? Jestem za.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *