BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Vuelta a Espana 2018 – #1

Czas na ostatni w tym sezonie wielki tour, czyli ponad trzy tygodnie ścigania po spalonych słońcem szosach Hiszpanii. W sobotę rusza 73. edycja Vuelta a Espana.

To najmłodszy i najmniej prestiżowy z grand tourów, ale mimo to oglądam go z dużą przyjemnością. Vuelta ma swoją specyfikę. W porównaniu z Giro, a zwłaszcza z Tourem – nie budzi takich emocji przed startem (nie zastanawiamy się przez pół roku: kto, z kim i na kogo), nie jest tak popularna w mediach, nie ma takiego napięcia, takiej otoczki PR-owej. Po prostu – skupiamy się na rywalizacji sportowej.

fot. Tim de Waele

Teoretycznie hiszpański tour dla niewielu kolarzy stanowi imprezę docelową sezonu. Zdecydowana większość traktuje ten wyścig jako dodatkową szansę po przejechanym Giro bądź okazję do rehabilitacji po nieudanym lub pechowym Tourze. Nie zmienia to faktu, że obsada jest zwykle bardzo mocna, a w tym roku – wyjątkowo mocna. Przyczynia się do tego wymagająca trasa mistrzostw świata w Innsbrucku, które w ten sposób stały się łakomym kąskiem dla górali. Wielu pretendentów uznało, że najlepszą formą przygotowania do czempionatu będzie start w Vuelcie. Co oczywiście nie oznacza, że potraktują ten wyścig zupełnie po macoszemu – jeśli pojawi się szansa na czołowe miejsce w generalce, to na pewno zechcą z niej skorzystać. Bo przecież – wielki tour to wielki tour.

Chyba nie pamiętam takiej trzytygodniówki, w której kwestia zwycięstwa przed startem wydawała się tak otwarta jak w przypadku tej Vuelty. Na liście startowej pojawiło się mnóstwo wielkich nazwisk, ale z drugiej strony – przy każdym z nich można postawić jakiś znak zapytania. Gdybym miał wskazać trzech największych faworytów, wybrałbym Porte’a, Quintanę i Simona Yatesa. Ale jeśli na podium stanie ktoś z grupy: Lopez, Valverde, Bennett, Carapaz, Zakarin, Kelderman, Dan Martin, Nibali, Pinot, Aru, Uran – to nie będzie to żadna niespodzianka. Vuelta jest najbardziej nieprzewidywalnym z wielkich tourów – i to również dodaje jej uroku.

Polskę będą reprezentować nasze dwie największe gwiazdy – Kwiatkowski i Majka. Niektórzy kibice liczą na wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej, ale ja uważam, że raczej obaj skupią się na skalpach etapowych. Zeszłoroczna edycja była dla nas pod tym względem wyjątkowo udana – dwa odcinki wygrał Marczyński, jeden dołożył Majka. Mam nadzieję, że uda się nawiązać do tych sukcesów.

Wyścig tym razem rozpocznie się w Maladze, czyli drugim największym mieście Andaluzji. Po raz pierwszy od 9 lat premierowy etap stanowić będzie jazda indywidualna na czas. Dystans wyniesie 8 km, a trasa nie będzie szczególnie urozmaicona. Słowem – rzecz dla specjalistów. W okolicach podium powinien się zakręcić Kwiatkowski, a najgroźniejszymi rywalami będą zapewne Dennis, Campenaerts i Castroviejo.

profil: lavuelta.com

Natomiast etap niedzielny zakończy się na łagodnym podjeździe pod Alto de Guadalhorce (7,1 km; średnio 2,8%). Różnic czasowych między faworytami nie należy się spodziewać, ale walka o zwycięstwo może być bardzo interesująca. Wydaje się, że z końcówką powinni sobie poradzić mocni sprinterzy.

profil: lavuelta.com

Ostatnie kilometry poprowadzą w okolicy szlaku pieszego Caminito del Rey („Ścieżka Króla”), wyznaczonego wzdłuż stromych ścian wapiennego wąwozu. To popularna w tym regionie atrakcja turystyczna, z zachwycającymi widokami:

fot. bromleyestatesmarbella.com

Po kilku dniach w Andaluzji kolumna wyścigu obierze kierunek północno-zachodni, a potem odbije na wschód do Andory, gdzie rywalizacja zostanie rozstrzygnięta.

mapa: lavuelta.com

W sumie do pokonania będzie 3255 kilometrów, a 9 etapów zakończy się wspinaczką do mety. Z pewnością będzie na co popatrzeć. Oby z polskimi akcentami!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *