BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Vuelta a Espana 2018 – #2

Za nami 8 etapów tegorocznej Vuelty. Kolarze ponad tydzień spędzili na południu Hiszpanii, ale w kolejnych dniach skierują się już na północ, gdzie czekają na nich m.in. wyjątkowo strome wspinaczki Asturii.

Trzeba przyznać, że wyścig rozwija nam się dość wolno. Jak dotąd nie doczekaliśmy się etapu, na którym doszłoby do znaczących różnic między faworytami. Ale nie znaczy to, że jest zupełnie nudno.

Na Caminito del Rey Valverde na ostatnich metrach ograł Kwiatkowskiego. Niestety Polak nadal nie doczekał się zwycięstwa w wielkim tourze. Ale za to przez 3 dni jechał w koszulce lidera.

fot. Michael Steele

Na Sierra de la Alfaguara mocne tempo narzuciła ekipa Lotto Jumbo, a zasadnicza grupa została zredukowana do kilkunastu nazwisk. W czwartek swoje trzy grosze wtrącił silny wiatr, poza tym kilku ważnych kolarzy zanotowało upadek lub defekt, przez co ostatnie kilometry były bardzo napięte. Ponadto w finale oglądaliśmy wyjątkowo zacięty finisz.

fot. Tim de Waele

W piątek z kolei byliśmy świadkami ciekawej, pofałdowanej końcówki, uwieńczonej ładnym i skutecznym atakiem Gallopina, który jak dotąd zasłużył chyba na miano rewelacji tego wyścigu. Uroku nie był pozbawiony również finisz na etapie sobotnim – choćby ze względu na dość niecodzienny zestaw kolarzy walczących w sprincie, gdzie van Poppel i Nizzolo zostali rozdzieleni przez Iona Izagirre.

Myślę więc, że biorąc pod uwagę profile dotychczasowych etapów, nie jest to wcale słaba Vuelta. Ale oczywiście nie zmienia to faktu, iż w kontekście całego wyścigu oczekujemy dużo bardziej spektakularnej rywalizacji.

Przed startem jako głównych faworytów wymieniłem Porte’a, Quintanę i Simona Yatesa. Tasmańczyk znalazł się w tej grupie nieco życzeniowo, bo nie ukrywam, że jest to jeden z bardziej lubianych przeze mnie kolarzy. Jego występ był tu sporą niewiadomą, ale trasa teoretycznie mu sprzyjała, więc po cichu liczyłem, że jednak trafi z formą i powalczy co najmniej o podium. No ale nic z tego. Marzenia prysły już na 2. etapie.

Zostają zatem Quintana i Yates. Szczerze mówiąc – analizując obecny układ klasyfikacji generalnej stwierdziłem, że zwycięstwo kogoś spoza tej dwójki będzie dla mnie niespodzianką. Kolumbijczyk póki co jedzie pewnie i czujnie, a Brytyjczyk już na pierwszym finiszu górskim zaatakował i zyskał kilka cennych sekund. Swoją drogą – skuteczność ataków Yatesa jest niesamowita. I to niezależnie od tego czy rusza na przedostatnim podjeździe, czy na ostatnim kilometrze.

Oczywiście pretendentów jest znacznie więcej. Valverde, Buchmann, Uran, Lopez, Bennett, Kruijswijk, Mas, a nawet Kelderman – tym kolarzom nie należy odbierać szans na końcowe podium. Ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić triumf któregoś z tych zawodników.

Słowo jeszcze o Polakach. Przede wszystkim kibice zastanawiają się jakie plany na ten wyścig ma Kwiatkowski. Niektórzy woleliby, by skupił się już na mistrzostwach świata. Przyznam, że należę do tej grupy. Ale po pierwsze – szanse na medal w Innsbrucku są jednak bardzo ograniczone, bo trasa, jak na czempionat, jest arcytrudna. A po drugie – dobrze wiemy, że walka w wielkim tourze jest marzeniem Kwiato. Dlatego jest dla mnie rzeczą zrozumiałą, że spróbuje jednak pojechać Vueltę na najwyższym możliwym poziomie tak długo jak się da. Może nam się to podobać lub nie – ale powinniśmy to uszanować.

Majka natomiast po defekcie na 6. etapie i poniesionej stracie zapowiedział, że skupi się już na walce o etap i pomocy swojemu liderowi. I to też jest chyba rozsądne podejście, bo nawet jeśli udałoby się jeszcze wskoczyć powiedzmy do top10, to i tak nie byłby to żaden wielki wynik dla kolarza, który 3 lata temu skończył Vueltę na podium. Należy zatem mieć nadzieję, że podobnie jak przed rokiem któraś z jego szarż okaże się skuteczna.

Jak wspomniałem, kolumna wyścigu obiera teraz kierunek północny. Ale zanim dotrze do Asturii, już w niedzielę na zawodników czeka wymagający etap zakończony wspinaczką najwyższej kategorii. Celem będzie stacja narciarska La Covatilla, gdzie po raz ostatni kolarze finiszowali 7 lat temu (zwyciężył wówczas Daniel Martin).

profil: lavuelta.com

Ogólne parametry tego podjazdu na kolana nie rzucają (9,8 km; średnio 7,1%), ale jak widać na poniższym profilu – w środkowej części wzniesienia nachylenie będzie oscylowało w granicach 9-12%.

profil: lavuelta.com

Zatem całkiem możliwe, że grono kandydatów do czołowych miejsc w klasyfikacji generalnej zostanie jutro nieco przerzedzone.

A potem nastąpi dzień przerwy i rozpoczniemy drugi tydzień zmagań, uwieńczony długo oczekiwanym tryptykiem w Asturii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *