BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Vuelta a Espana 2018 – #3

Za nami 21 etapów rywalizacji na hiszpańskich szosach. Kolarze dotarli do Madrytu, a to oznacza, że 73. edycja Vuelty przechodzi do historii. Nadszedł zatem czas podsumowań.

Simon Yates tym razem zrobił to, czego nie udało mu się zrobić na Giro. Dokończył dzieło i wygrał swój pierwszy wielki tour, potwierdzając swoje ogromne możliwości. To niewątpliwie przełomowy sezon w jego karierze. Do tej pory jego najlepszą lokatą w trzytygodniówce było 6. miejsce na Vuelcie 2016. W tym sezonie otarł się o triumf w Giro i dość pewnie wygrał w Hiszpanii. Przebojem wdarł się do ścisłej czołówki specjalistów od wielkich tourów. I to w naprawdę ładnym dla oka stylu – prezentując aktywną, ofensywną jazdę. Ot, choćby etap na Rabassę jest tego dowodem. Zastanawiam się jakie cele obierze w kolejnym sezonie – czy spróbuje podbić Tour de France?

fot. Getty Images

Co ciekawe – po raz pierwszy w historii kolarstwa wielkie toury w danym sezonie padły łupem trzech różnych kolarzy z tego samego kraju. Zresztą – to już piąte z rzędu zwycięstwo Brytyjczyków. Mam nadzieję, że na Giro 2019 ktoś utrze im nosa 😉

Na drugim miejscu uplasował się Enric Mas. Bez wątpienia – rewelacja tego wyścigu. Wiedzieliśmy, że to ogromny talent, ale chyba nikt nie spodziewał się, że już w tym roku upoluje podium. W styczniu skończył 23 lata i to był jego pierwszy wielki tour, w którym walczył o czołówkę klasyfikacji generalnej. Sądziłem, że top 10 będzie dla niego szczytem. A tu proszę. W zeszłorocznej edycji największym „sukcesem” Hiszpana było to, że przez kilka kilometrów jechał z Contadorem na Angliru. Minęło 12 miesięcy i kończy cały wyścig na 2. miejscu. Niesamowity postęp. Co ważne – świetnie pojechał na czas, zatem wygląda na to, że mamy do czynienia z etapowcem kompletnym. Gdzie leżą granice jego możliwości? Nie mogę się doczekać jego kolejnych występów.

Podium uzupełnił Miguel Angel Lopez. Muszę przyznać, że nieco mnie w trakcie wyścigu irytował. Był dość pasywny, nie dawał zmian, nieustannie oglądał się na rywali. Ale na ostatnim górskim etapie odkupił swoje winy. W sposób zdecydowany zaatakował podium i dopiął swego. Przypominam, że Giro również ukończył na trzecim miejscu. A zatem – bardzo dobry sezon Kolumbijczyka. Ciekawe czy w przyszłości będzie w stanie jeszcze się rozwinąć i powalczyć o wygraną w grand tourze. Wydaje się, że jest już ukształtowanym kolarzem, i że znamy jego możliwości i ograniczenia. Ale przecież jest tylko o rok starszy od Masa, zatem może jeszcze skrywać pewne rezerwy. Przede wszystkim – powinien popracować nad jazdą na czas.

fot. Bettini Photo

Co ciekawe – trójka Yates-Mas-Lopez to najmłodsze podium wielkiego touru od ponad 50 lat! Pamiętam czasy, kiedy 23-letni talent przyjeżdżający na taki wyścig mógł co najwyżej pohasać przez tydzień, a potem grzecznie ustępował miejsca doświadczonym specom. Po prostu tak młode organizmy nie wytrzymywały obciążeń, jakie niesie ze sobą trzytygodniówka. A tu Mas i Lopez kończą na podium. Młodzieży nie można już lekceważyć…

Po raz kolejny świetnie zaprezentował się Steven Kruijswijk. Wystarczyło na czwarte miejsce. Holender był wcześniej 5. w Tour de France, a jak wiemy – nie jest łatwo na takim poziomie przejechać tych dwóch wyścigów. Czapki z głów. Kruijswijk w tym sezonie imponuje swoją regularnością – we wszystkich etapówkach zajął miejsce w top 10, a było to 6 bardzo prestiżowych imprez. Cieszę się, bo to kolarz, który nie kalkuluje, nie boi się atakować. Mam nadzieję, że w kolejnym roku utrzyma formę i znów będziemy podziwiać jego odważne akcje.

Z kolei największym przegranym tej Vuelty jest ekipa Movistaru. Przez pół wyścigu wydawało mi się, że Quintana może to wygrać. Potem pałeczkę przejął Valverde, ale szturm po końcowy triumf zakończył się kompletną klapą. Efekt jest taki, że najlepszym wynikiem tego zespołu w wielkich tourach w tym sezonie jest … 4. miejsce Richarda Carapaza na Giro. A przecież to miała być tylko przystawka przed spektakularnymi występami Quintany, Landy i Valverde.

Błysku zabrakło też Polakom. Kwiatkowski jednak nie był w stanie powalczyć w generalce, nie udało się też wygrać etapu. Jedyne pocieszenie to koszulka lidera przez 3 dni. Majka brał udział w kilku ucieczkach, ale zawsze na ostatnich metrach znalazł się ktoś mocniejszy. Trzeba docenić wysiłek i ambicję, ale tym razem nie było pożądanego efektu. Cóż, tak bywa. Jak przywiozą medal z Innsbrucku, to nikt o występie w Hiszpanii nie będzie pamiętał 😉

fot. Bettini Photo

Jaką ocenę wystawimy tej Vuelcie? Cóż, gdyby zaczęła się w ubiegłą niedzielą, to byłaby najlepszą tygodniówką sezonu 😉 Ale biorąc pod uwagę całokształt – moim zdaniem to był średni wyścig. Owszem, nie zabrakło pozytywnych aspektów – choćby to, że walka o podium (a w zasadzie również zwycięstwo) trwała do ostatniego górskiego etapu. Ostatni tydzień był naprawdę bardzo ciekawy – podobała mi się Covadonga, świetnie oglądało się finisz na Monte Oiz (ta sceneria, baskijscy kibice i niesamowicie umordowani kolarze).

fot. Eurosport

Odcinkom w Andorze również trudno odmówić dramaturgii. Swoją drogą, ciekawa kombinacja na koniec: płaski etap z długim podjazdem do mety, a kolejnego dnia niecałe 100 km systemem góra-dół – sprawdziła się.

Natomiast pierwsza faza wyścigu była niestety … nijaka. Liderzy byli dość pasywni, sporo etapów zakończyło się sukcesem ucieczki. Zwracam uwagę, że dopiero na Les Praeres, czyli pod koniec drugiego tygodnia, faworyci pierwszy raz walczyli o zwycięstwo etapowe na górskim finiszu. Owszem, rok temu też było sporo udanych ucieczek, ale już trzeciego dnia na Alto de la Comella atakował Froome, jego tempo wytrzymał tylko Chaves, a potem zjechała się grupka i finisz wygrał Nibali. Wyścig od samego początku miał więc zupełnie inną temperaturę. W tegorocznej edycji, mimo kilku całkiem ładnych momentów (na przykład akcja Lotto-NL na Alfaguarze czy specyficzny finisz w Almaden) – tej temperatury przez wiele dni brakowało.

A zatem – czwarty rok z rzędu najlepszym wielkim tourem sezonu było w mojej opinii Giro.

A teraz z dużym zainteresowaniem patrzymy już w stronę czempionatu w Innsbrucku. Organizatorzy przygotowali bardzo trudną, górską trasę, zapowiada się więc niezwykle interesujące ściganie. Ciekawe jak spiszą się w Austrii uczestnicy Vuelty. Coś mi mówi, że najlepszy z nich będzie Uran 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *