BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

CykloExpress #10

W czwartek ogłoszono trasę przyszłorocznej edycji Tour de France. W oczy rzuca się niewielka ilość jazdy indywidualnej na czas.

Generalnie nie wygląda to najgorzej – po trzy etapy w Pirenejach i w Alpach, do tego Wogezy i Masyw Centralny. W sumie pięć górskich finiszów.

mapa: ASO

Cieszy powrót Iseran – to piękna i bardzo wysoka przełęcz.  Cieszy powrót Val Thorens – najwyżej położonej stacji narciarskiej w Europie. Cieszy też meta na Tourmalet, cieszą „Piękne Panny”, cieszy przejazd przez Galibier.

 No ale 27 km indywidualnej jazdy na czas to jakiś żart.

Zdaję sobie sprawę, że edycje z dwiema czasówkami po 50 km pewnie już nie powrócą. Ale nie rozumiem dlaczego w ostatnich latach tak bardzo ogranicza się znaczenie tej specjalności (szczególnie w Tour de France).

„A bo klasyczni górale nie mają wtedy szans” – to pierwszy z argumentów. No to trudno – ich problem. Moim zdaniem nie należy zmieniać tradycyjnego przebiegu wielkich tourów tylko dlatego, że kolarze potrafiący łączyć świetną jazdę w górach ze świetnymi czasówkami są w zdecydowanej mniejszości.

„A bo wtedy taki Dumoulin zdominuje wyścig i nie będzie ciekawie”. No jeśli będzie najlepszym grandtourowcem, to niech zdominuje – na tym to polega. Może właśnie wtedy klasyczni górale pokroju Landy czy Quintany zaczną podejmować więcej ryzykownych akcji, a nie czekać na ostatnie kilometry górskich etapów z nadzieją, że a nuż tym razem uda się zyskać 10 sekund nad konkurentami.

Organizatorzy obawiają się, że 100 km jazdy na czas „zabije” wyścig. Cóż, jestem w stanie się zgodzić, że wobec coraz bardziej wyrównanego poziomu w kolarstwie 100 km to byłaby przesada. Ale dlaczego nie zaplanować przykładowo 40 km po płaskim i 15-20 km w terenie górzystym? Moim zdaniem dwie czasówki indywidualne to powinien być standard.

Nie sądzę, by na skutek tego widowisko w znaczący sposób straciło na atrakcyjności. A nawet jeśli – to powodem nie byłaby ilość czasówek, a fakt, że ktoś nauczył się łączyć dwie kolarskie specjalności, a ktoś inny nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *