BLOG NIE TYLKO O KOLARSTWIE

Giro d’Italia 2019 – epilog

Kolejna edycja Giro d’Italia przeszła do historii.

Jak oceniam ten wyścig?

Otóż po głębszych przemyśleniach stwierdzam, iż było to najsłabsze Giro od 2014 roku. Od razu zaznaczę: to nie znaczy, że słabe. Poprzednie edycje postawiły poprzeczkę dość wysoko.

A co sprawiło, że tegoroczna nie była tak dobra?

Przede wszystkim nie podobało mi się, że na pierwszy istotny górski etap czekaliśmy aż do końcówki drugiego tygodnia. Uważam, że do takiej rywalizacji między faworytami w wielkim tourze powinno dochodzić znacznie wcześniej. Ktoś powie: “ale wtedy zbyt wcześnie znamy układ sił, nie ma tego oczekiwania”. To prawda, że znamy układ sił, ale to układ sił na początku wyścigu. Który może się wielokrotnie zmienić, jeśli rozłożymy najważniejsze etapy na trzy tygodnie. Bo ktoś może trafić z formą na pierwsze dni, a nie wytrzymać do końca (jak Yates przed rokiem). A inny rozpocznie niemrawo, by potem bić się o najwyższe laury (jak Froome przed rokiem czy Zakarin na Vuelcie 2017).

Oczywiście nie chodzi o to, by na trzecim etapie pokonywać Mortirolo czy Zoncolan. Ale pewna selekcja powinna się dokonać. To podnosi temperaturę wyścigu, rozbudza spekulacje: “ten zawiódł, ale może się odrodzi; a tamten taki mocny, czy wytrzyma trzy tygodnie?”.

Druga sprawa – zwróćmy uwagę ile etapów ze startu wspólnego wygrali liderzy po walce między sobą. W zasadzie kwalifikuje się tu tylko jeden triumf Carapaza. Na upartego można jeszcze dodać Zakarina. I to wszystko. Dla porównania – rok temu naliczyłem takich etapów 6, a dwa lata temu – 5.

Szkoda też upadku Dumoulina i słabej formy Yatesa. W przeciwnym razie ci kolarze z pewnością byliby w stanie ubarwić rywalizację.

Oczywiście emocjonujących momentów nie brakowało. Szczególnie podobały mi się etapy do Lago Serru, Croce d’Aune i Civiglio. San Carlo i Mortirolo też nie zawiodły. Czasówce w Bolonii trudno odmówić uroku.

Niemniej jednak nieco zbyt dużo dziegciu w tej beczce miodu. Zbyt dużo odcinków przewidywalnych, żeby nie powiedzieć: nudnych. Dlatego tegorocznej edycji wystawiłbym czwórkę z minusem.

Co nie zmienia faktu, że Giro pozostaje moim ulubionym wielkim tourem i już nie mogę się doczekać 103. edycji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *